Kiedy będziemy mieli polskiego Samsunga?

Firmę Samsung zna chyba każdy. Mamy z niej nie tylko telefony, telewizory, pralki, ale i elektrownie jądrowe, statki czy inne duże konstrukcje. Samsung wydaje na badania i rozwój (B+R) blisko 15 mld Euro rocznie (ok. 8 proc. przychodów). Polska na wszystkie dziedziny wiedzy i technologii przeznacza ok. 5 mld Euro, czyli trzy razy mniej.

Podane liczby nie są dokładne, gdyż posługujemy się różnymi statystykami, ale nie zmienia to faktu, że

NA B+R WYDAJEMY ŻENUJĄCO MAŁO.

A w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Badania w Samsungu stoją na najwyższym poziomie. Przykładowo, firma opracowuje układy scalone, gdzie najmniejsze elementy mają wielkość 2 nm. W Polsce mamy technologię, która pozwala uzyskać precyzję 100 razy mniejszą. Takiej technologii używano na świecie 30 lat temu.

Dlatego, gdy ktoś mówi, że wydatki B+R w Polsce rosną z roku na rok i już osiągnęły ponad 1 proc. PKB (Korea Południowa ma ponad 4 proc.), a jeszcze niedawno były poniżej, to przypominam, że

a) PKB POLSKI JEST ZNACZNIE NIŻSZY OD TEGO W KRAJACH ZAAWANSOWANYCH TECHNOLOGICZNIE,

b) POLSKIE B+R ZNAJDUJE SIĘ NA BARDZO NISKIM POZIOMIE.

Ostatnia uwaga odnosi się głównie (choć nie tylko!) do działalności B+R w firmach. Rzecz jasna, małe przedsiębiorstwa nie mają pieniędzy na zaawansowane badania, ale istnieje też kilka molochów: Orlen, KGHM, Azoty, Tauron, PGE i in., które wydają kompromitująco mało na B+R (np. Orlen przeznacza 0,05 proc.).

Nieszczęściem tych firm, a co za tym idzie – Polski, stanowi fakt, iż

a) ZARZĄDZAJĄCY NIMI NIE MAJĄ POJĘCIA O NOWOCZESNYCH TECHNOLOGIACH,

b) BOJĄ SIĘ PODJĄĆ JAKĄKOLWIEK RYZYKOWNĄ DECYZJĘ.

Przykładowo, Orlen wydaje na B+R ok. 25 mln Euro, ale są to takie badania, które przeprowadza się bez ryzyka niepowodzenia. Żaden prezes państwowej firmy nie poświęci miliarda Euro na analizy, mogące skończyć się niepowodzeniem. 

NATOMIAST PRAWDZIWY HIGH-TECH ZAWSZE JEST BARDZO RYZYKOWNY.

Korea Południowa potrafiła z firmy handlującej suszonymi rybami i alkoholem zrobić elektronicznego giganta. Stało się to w warunkach dyktatury, ale czapki z głów przed ówczesnymi decydentami. Przykład Nokii, która z fabryki kaloszy przekształciła się w firmę niezwykle zaawansowaną technologicznie, pokazuje jednak, że dyktatura nie jest konieczna, żeby w kraju dość zacofanym (Finlandia sprzed 50. lat) powstał prawdziwy high-tech.

Czy wobec tego mamy porzucić marzenia o polskim Samsungu czy Nokii?

NIGDY! MARZENIA UMIERAJĄ OSTATNIE.

Musimy tylko zmienić sposób wyboru prezesów największych polskich firm. Nie powinno być  to nominowanie przez partię rządzącą, tylko wyłaniane najbardziej kompetentnych ludzi. Całkiem prawdopodobne jest, że znaleźć ich można jedynie zagranicą.

Na marginesie należy dodać, że jakoś trenerów reprezentacji Polski w piłkę nożną nie mianuje partia rządząca, a prezesów wielkich firm – tak…

Jeżeli już taki prezes zostanie wybrany, nie może bać się inwestycji w zaawansowany high-tech. Bez tego będziemy zawsze klepać biedę i pełnić rolę montowni urządzeń niemieckich, chińskich czy koreańskich.

Michał Leszczyński

Inne wpisy

Menu