Nie ścigajmy się z PiSem na populizm!

Pięć lat temu, w dużo bogatszej od Polski Szwajcarii, ogłoszone zostało referendum w sprawie dochodu podstawowego. Inicjatorzy (partie lewicowe) proponowali, aby wynosił on 2,5 tys. franków miesięcznie dla osoby dorosłej i 625 CHF dla nieletniej. Byłby należny bez względu na to, czy dany obywatel pracuje lub pobiera emeryturę.

78 proc. Szwajcarów głosowało przeciwko temu pomysłowi. Mieszkańcy alpejskiego państwa policzyli, że taki luksus kosztowałby ich kraj 208 mld franków rocznie. Z analiz wynikało również, że dochód podstawowy nie rozwiązałby wszystkich problemów społecznych, a pomoc socjalna nadal wymagałaby zasilania w wysokości 25 mln CHF. Zatem roczny koszt takiego rozwiązania wyniósłby – po przeliczeniu – bilion złotych w ponad czterokrotnie mniejszym od Polski państwie.

Dla porównania: PKB Szwajcarii stanowi kwotę ponad 700 mld USD (ok. 82 tys. USD na mieszkańca), a w Polsce – niecałe 600 mld dolarów (ok. 16 tys. USD na osobę).

Rozsądni Szwajcarzy uznali, że takich kosztów nie da się ponieść inaczej niż za cenę inwestycji, a co za tym idzie – dalszego rozwoju. Czyli efektem takiego gestu byłaby głównie stagnacja. Co prawda zwolennicy referendum twierdzili, że postępująca automatyzacja zmienia rynek pracy tak dalece, że to roboty będą de facto wypracowywać podatki, a ludziom, którzy z tego powodu pozostaną bez pracy, należy się minimum egzystencji, ale okazało się to nieprawdą. Przez minionych pięć lat stopa bezrobocia w Szwajcarii sporadycznie przekraczała 3,5 proc., nie zbliżając się nawet do 4 proc.

Jeżeli na dochód podstawowy nie stać Szwajcarii, to tym bardziej nie stać polskiego społeczeństwa. Szczególnie, że o jakości życia nie decyduje wyłącznie wysokość wynagrodzeń. Od rozdawania pieniędzy nie poprawi się ani jakość szkolnictwa, ani stan dróg. Kolejki do specjalistów pozostaną takie same, jeżeli nie dłuższe, a znaczna liczba beneficjentów pozostanie na trwałe bezrobotnymi. Polak, chcący żyć w standardzie Europy Zachodniej, będzie musiał się tam przenieść. Czy takie są intencje autorów populistycznych projektów, które nie niosą nic więcej niż kolejne obietnice bez pokrycia?

Nawet jeżeli dochód podstawowy miałby dotyczyć tylko pewnej grupy społecznej i tylko na określony czas, nadal nie stać nas na takie eksperymenty. Wystarczyło wypłacanie 500+ kosztem ochrony zdrowia, by – w połączeniu z pandemią – rozłożyć służbę zdrowia na łopatki. Tym bardziej, że nie jest jasne, kto i na jakich warunkach miałby dochodem podstawowym zostać objęty. Gdyby rzeczywiście wszyscy mieli dostawać „po równo”, jest to projekt oduczania obywateli samodzielności. Dużo lepszy efekt przyniosłoby przeznaczenie tych środków na zwalczanie najpowszechniejszych chorób.

Rolą państwa nie jest rozdawanie pieniędzy, tylko wspieranie rozwoju i zapewnianie bezpieczeństwa.

Na dłuższą metę większy wpływ na zamożność obywateli ma nie tyle wzrost konsumpcji, ile budowa dróg szybkiego ruchu czy infrastruktury telekomunikacyjnej. Pomoc publiczna powinna być kierowana tylko do najbardziej potrzebujących i tam, gdzie jest rzeczywiście skuteczna. Przy każdym planowaniu publicznych wydatków najważniejsze staje się jednak pytanie, kto i ile za nie zapłaci.

Ryszard Petru

Inne wpisy

Menu